Polacy z Irlandii wracają do kraju
Po czterech latach pracy w angielskim Manchesterze w charakterze kierowcy autobusu miejskiego 36-letni Piotrek Bąk (wykształcenie średnie) po półtoragodzinnym locie wylądował na lotnisku Pyrzowice. W wypchanej kraciastej torbie miał dobytek ostatnich lat: najnowszą konsolę Sony, parę gier (umilały mu samotne wieczory), laptop, kilka fajnych ciuchów i uciułane funt}’ warte 36 tys. zł. W Katowicach w obskurnym 40-metrowym mieszkaniu w bloku czekała na niego mama i pies. Oraz pytanie: no i co ty, syneczku, będziesz teraz robił?
No właśnie, co? Przed tym pytaniem staje coraz więcej Polaków, którzy decydują się na powrót z Wielkiej Brytanii do Polski. Praca w Irlandii skusiła wielu polaków którzy teraz wracają do Polski. W styczniu tego roku brytyjskie ministerstwo spraw wewnętrznych opublikowało raport, z którego wynika, że do kraju wróciło już około 10 tysięcy naszych obywateli. Dziennik „The Obsener” szacuje zaś, że tylko w zeszłym roku Wielką Brytanię opuściło ok. 16 tys. Polaków. Badania przeprowadzone przez prof. Krystynę Iglicką z Centrum Stosunków Międzynarodowych wykazują nawet, że na stałe wróciło już 10 proc. Polaków spośród ponad miliona, którzy wyjechali na Wyspy.
Co trzeci Polak (według badań Interaktywnego Instytutu Badań Rynkowych 2008) wTaca, bo tęskni za rodziną i znajomymi. Tyle samo pakuje walizki w nadziei na lepszy rozwój w Polsce (powrót na studia, znalezienie nowej pracy). Co piąty badany ma już dosyć życia w tymczasowości, wynajmowania mieszkań i marz}1 o stabilizacji, a 13 proc. wraca z powodu niskiego kursu funta. Tylko 11 proc. Polaków stwierdziło, że kończy z żywotem emigranta, bo osiągnęło to, co sobie założyło.

To niedużo. Nic więc dziwnego, że zdaniem socjologów ta obecna reemigracja jest wyjątkowo trudna i bolesna. Bo – jak mówi prof. Krystyna lglicka, autorka raportu o Polakach pracujących w Wielkiej Brytanii – typowy przedstawiciel reemigracji A.D. 2008 jest w dużo gorszej sytuacji niż ten sprzed kilkunastu lub kilkudziesięciu lat. – Dawniej saksy ustawiały człowieka na całe życie. Po powrocie mógł zbudować dom, rozkręcić biznes, a jeszcze starczyło mu pieniędzy, by wspomóc krewniaków – tłumaczy socjolog. – Natomiast dziś wrócić z zagranicy, to jakby przyznać się do porażki.
W najgorszej sytuacji są przedstawiciele pokolenia 1300 brutto. To ofiary wyżu demograficznego i nadprodukcji absolwentów modnych do niedawna kierunków: zarządzania, administracji czy bankowości. Młodzi ludzie, którzy myśleli, że zrobią w kraju zawrotne kariery, jak pokolenie yuppies na początku lat 90. A po studiach czekał ich pośredniak lub harówka za głodową pensję. Gdy wyjeżdżali do Manchesteru, Leeds albo Londynu, byli kompletnie rozczarowani Polską. Tam znajdowali pracę na zmywakach, w hotelach, knajpach. Prawie zawsze grubo poniżej swojego wykształcenia, ale za to za 6-8 tysięcy w przeliczeniu na złote. Stać ich tam było na swobodne życie, znajomych, wakacje. Powrót do Polski szybko zmienia się dla nich w traumę. Bo drogo, szaro, a o pracę wciąż tak samo trudno. Zaoszczędzone kosztem wielu wyrzeczeń pieniądze szybko się rozchodzą. Oferty pracy w Polsce nadal nie zachęcają a ogłoszenia o pracę są zazwyczaj mało atrakcyjne.
Marek Rok przez trzy lata mieszkał pod Manchesterem. Z Polski wyjechał zaraz po obronieniu magisterki z zarządzania na prywatnej uczelni w Lublinie. Najpierw nalewał piwo w lokalnym pubie, a po roku znalazł pracę w ochronie. Wrócił trzy miesiące temu, bo jak mówi, miał już dość wynajmowania pokoju na spółkę z innymi facetami i jedzenia zimnej fasolki z puszki. Przywiózł ze sobą: świetną znajomość języka angielskiego, zaświadczenie o ukończeniu kursu na ochroniarza, zdjęcia z odjazdowych wakacji na Majorce czteroletniego passata. Po tygodniowej popijawie ze znajomymi zaczął umawiać się na rozmowy o pracę. – Problem w tym, że w Polsce nikt nie poszukuje dyplomowanych menedżerów z doświadczeniem zdobytym na zmywaku albo z miotłą w ręku – próbuje ironizować absolwent szkoły biznesowej. Saksy nie dają już kandydatowi dodatkowych punktów na spotkaniu rekrutacyjnym. Jedynie co trzeci menedżer lub przedsiębiorca jest zdania, że osoby z zagranicznym epizodem lepiej sobie radzą w pracy niż ci, którzy nigdy na Zachód nie wyjeżdżali – wynika z tegorocznych badań firmy doradczej KPMG. Legalna praca w IrlandiiFormalności do pracy są podobne jak w Polsce. była łatwa teraz jest o wiele trudniej o godziwe zatrudnienie.
Na Wyspach Marek zarabiał w przeliczeniu około 7 tysięcy złotych. W kraju może liczyć co najwyżej na połowę tej kwoty. I to pod warunkiem że przeniesie się do Warszawy. Tylko że wtedy wynajem kawalerki pożre połowę jego pensji. No to może pójść na własne? Aż 27 proc. reemigrantów marzy o założeniu firmy – wynika z badań przeprowadzonych na przełomie marca i kwietnia tego roku przez Interaktywny Instytut Badań Rynkowych (IIBR). Najchętniej zainwestowaliby w mały pub, restaurację albo niewielki hotel, przede wszystkim dlatego, że właśnie w takich usługach pracowali na Wyspach. Jednak prof. Krystyna Igłicka twierdzi, że biznesowe plany to zazwyczaj tylko pobożne życzenia.
- Emigranci na Wyspach potrafią odłożyć 1000-1500 złotych miesięcznie. To zdecydowanie za mało, by myśleć o wielkich inwestycjach, kupnie mieszkania czy prowadzeniu własnej firmy czy działalności gospodarczej – nie pozostawia złudzeń prof. Iglicka. Zarobki w Irlandii też nie pozwalają na szaleństwa.
Najmniej bolesne lądowanie czeka tych, którzy pracę w Polsce znaleźli jeszcze przed powrotem z Wielkiej Brytanii. To zazwyczaj wysokiej klasy specjaliści z branż}’ finansowej lub IT, którzy i bez wyjazdu znaleźliby dobrze płatne zajęcie. Pobyt za granicą pozwolił im stać się jeszcze lepszymi fachowcami. Pracę w Polsce znajdowali przez head hunterów albo podczas spotkań przy okazji okolicznościowych wizyt u rodziny. – Jeszcze podczas pobytu na Zachodzie trzeba przeglądać portale z ofertami pracy i rozsyłać aplikacje do tutejszych firm – mówi Przemysław Gacek, prezes Grupy Pracuj.
- Bo powrót należy zorganizować jeszcze lepiej niż wyjazd. Zgodnie ze starym, angielskim powiedzeniem: kto nie planuje, ten planuje klęskę.
Ale nawet wówczas, gdy w starym kraju czeka na reemigranta dobra posada, nie obejdzie się bez lekkiego spleenu.
- Wracasz i odkrywasz, że wcale nie jesteś już u siebie – opowiada Krystyna, absolwentka stołecznej ASP, która przez trzy lata pracowała w Londynie w galerii sztuki, a teraz znalazła pracę jako kurator wystaw. – Nie ma z kim zamienić słowa. Dawni znajomi się gdzieś porozjeżdżali, nowi zostali w Londynie. Jest beznadziejnie.
Tacy jak Krystyna lądują u psychologów. Pierwsza grupa wsparcia dla osób, które po przyjeździe z zagranicy nie mogą wrócić do równowagi psychicznej, powstała we Wrocławiu. Podobna tworzy się w Warszawie. Reemigranci skarżą się psychologom, że nie umieją się odnaleźć po przyjeździe, zniknęli gdzieś dawni przyjaciele, wszystko ich naokoło drażni. Wielu narzeka, że drastycznie spadł im poziom życia. Tęsknili, a teraz z wszystkimi się kłócą. Ciągle się zastanawiają, czy znowu nie wyjechać. I mają już po uszy pytań, czy dobrze nauczyli się angielskiego.
Zobacz także
- We Francji polacy mogą już pracować legalnie
Co sprawia, że Francja jest dopiero na siódmym miejscu na liście krajów, do których wyjeżdżają Polacy? Płace nieco niższe niż w Anglii czy Irlandii oraz ... - Praca w Niemczech – warta rozważenia
Stan mandatów nie oficjalnych licencji zagranicznych kwalifikacji dla inżynierów pragnących podjąć pracę w Niemcy. W poszukujących pracy, kwalifikacje są oceniane wyłącznie przez potencjalnego pracodawcę. Jako ... - Praca – Holandia ciekawą alternatywą
Mimo że Holandia jest jednym z najmniejszych krajów w europie, jest w istocie jednym z najbogatszych i najbardziej istotne w krajach naszego kontynentu. W Holandii, ... - Polacy chętnie pracują za granicą
Czemu tylu Polaków wyjeżdża do pracy za granicę - głównie do USA i krajów Unii Europejskiej? Odpowiedź jest prosta - bo tam jest lepiej - ... - Praca
Praca jest coraz bardziej dostępna. Rozwój kraju - a razem z nim: też i rynku pracy - w istotnej wpływa na polepszanie warunków życia. Dlatego ...